Odbyłem dziś najzwyczajniejszy w świecie spacer po produkty na kolacje. Operacja dość prosta, buty, 8 pięter w dół , pięć minut drogi do sklepu, tyle samo w druga stronę 8 pięter do góry. Gotowe. Moje spostrzeżenie z tej krótkiej wycieczki jest takie. W Bułgarii jest od cholery dzikich psów. Nie żeby od czasu do czasu gdzieś się pojawiła mała zbłąkana psina. Nie. Tutaj po osiedlach, skwerach, centrach miast biegają całe watahy Wyjadają resztki ze śmietników, polują na małe gryzonie, kopulują, rozmnażają się, koegzystują z ludźmi. Bywają agresywne, ponoć. Nigdy nie widziałem, nie słyszałem również aby ktokolwiek się tym "problemem zajmował". Polscy użytkownicy FB klikają w "lubię to" z głębokim przeświadczeniem, że w ten sposób pomagają burkom w schroniskach. Nasi wschodni sąsiedzi inwestują w mobilne krematoria. Sposoby są rożne i pozostawiam je sumieniom zainteresowanych. Można też zbudować psu budę na parkingu. Dać mu wodę i szamę, burkowi będzie lepiej.

Nadal nie znalazłem grochu, ale upolowałem dwie ciekawostki. Polak w Bułgarii może poczuć się jak w domu przypominając sobie jak smakuje łosoś z Ustki.
Albo podarować prezent w papierowej torbie z folkowym motywem (Kurpie?)
Na kolację spaghetti ... z tuńczykiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz