i się żali ...
W stolycy byłem, więc i tam się pożywiałem. "Prasowy" - dobre, tanio, za dużo brodatych. "Pierrogernia" - dobre pierogi, świetne zupy, miła obsługa. "Ganesh" - dobre papu, generalnie duże porcje (tandori bezczelnie małe) ... i 10% serwisu wbitego w rachunek bez zgody klienta. Co to za chora moda ? Od zawsze myślałem, że "napiwek" to forma gratyfikacji kelnera, lub szefa kuchni za wyjątkowe przeżycie kulinarne. Co to znaczy "serwis" ? Skoro, jest to osobna pozycja na rachunku, to czy nie powinna być opcjonalna ? Ja bardzo chętnie, udałbym sie osobiście do kuchni i odebrał potrawę - porozmawiał z Szefem Kuchni, zlustrował warunki sanitarne. 10% to nie jest dużo, zdażało mi się dać większy napiwek. Ale o żesz k.. m.. w Ganeshu byłem ostatni raz. Od teraz będe pytał przed zajęciem miejsca. Stolyco ogarnij się!

