
Dzień podzielił się na dwoje, od rana pakowanie i przygotowania do opuszczenia Oslo. Kilka chwil w centrum wolontariatu...całkiem niezłe ciasto - orzechowe. Kilka kroków dalej zupełnie znienacka przed moimi oczami wyrosło Norweskie Muzeum Narodowe... i tylko 2 godziny na zobaczenie co tam ciekawego powiesili, a powiesili sporo. Sztafeta ... START - nudne malarstwo norweskie w szaroburych kolorach, druga zmiana, zupełnie mi nieznani kubiści, fowiści i cała masa innego rodzaju płócien artystów których nazwisk nie znam, trzecia zmiana – zaczyna robić się interesująco – wszystkie „B” wersje Munka (wersje „A” wiszą w poświęconym jemu muzeum” ... portrety / autoportrety / KRZYK/ MADONNA – wszystko przez pancerne szyby i z za pleców Hiszpańskiej wycieczki. Ostatnia zmiana, zacięta walka pomiędzy Van Goghiem / Cezannem / Matissem / Gauguinem / Modiglianim. Wygrał – czas.
Kolejny przykład na brak możliwości zjedzenia spaghetti nie upaprawszy wszystkiego wokół – jaki sens w rozkładaniu białego obrusa we włoskiej restauracji ? (najciekawszą odpowiedź zostanie nagrodzona).
Fosness. Nie musiałem powstrzymywać się przed strzelaniem fot. Poprowadził nas nadnaturalnych rozmiarów ptak. Przez las, wąską ścieżką na małą polanę pośród drzew. Ogień i trzech wirujących mężczyzn pośród przygrywających im na szamańskich bębnach kobiet. Każdy tak mocno w środku - przez dwadzieścia minut staliśmy jak wmurowani - zapomniane stare pieśni, taniec prawie zwierzęcy a jednak oddający pojedyncze charaktery każdego z nich, opowieść którą zdawało się zrozumiał każdy pomimo nieznajomości języka. Koniec. Nikt nie klaszcze. Nikt nic nie mówi. A Oni zamrożeni w ostatnim ruchu – tak bardzo w środku... Po chwili pierwsze nieśmiałe oklaski ... w końcu owacje, gratulacje, emocje.
Tak przywita nas STELLA POLARIS...
Ktoś nagrywał, jak go odnajdę, to wkleję.
Lasy wokoło usiane są instalacjami i rzeźbami jakby wtopionymi w zastaną przestrzeń. Trzeba się na nie natknąć aby znaleźć, same się nie pokazują.
Trudno mi pisać bo nadal mam ochotę rozmawiać i chłonąć to miejsce. Ale piszę... inaczej słowa umkną.
Dzisiaj bez Post Scriptum, bez zdjęć, bez posta (napisałem dziś wklejam jutro)
wlasnie..jaki sens krepownia siebie bialymi(!!??)obrusami przy czynnosci ktora oprocz nasycenia glodu powinna byc czysta radoscia?JA STAWIAM NA RADOSC,a nawet zabawy z pozywieniem..sama mam ten problem a wszystkie proby ucywilizowania mnie w tym temacie koncza sie tak samo..niech zyje(ozywa!!)spaghetti na uszach a takze w innych niespodziewanych miejscach.Chociaz...kto mlaszcze dostanie w paszcze a kto siorbie dostanie po torbie-czy wyrazilam sie jasno?
OdpowiedzUsuń