Strony

piątek, 14 sierpnia 2009



Dzień podzielił się na dwoje, od rana pakowanie i przygotowania do opuszczenia Oslo. Kilka chwil w centrum wolontariatu...całkiem niezłe ciasto - orzechowe. Kilka kroków dalej zupełnie znienacka przed moimi oczami wyrosło Norweskie Muzeum Narodowe... i tylko 2 godziny na zobaczenie co tam ciekawego powiesili, a powiesili sporo. Sztafeta ... START - nudne malarstwo norweskie w szaroburych kolorach, druga zmiana, zupełnie mi nieznani kubiści, fowiści i cała masa innego rodzaju płócien artystów których nazwisk nie znam, trzecia zmiana – zaczyna robić się interesująco – wszystkie „B” wersje Munka (wersje „A” wiszą w poświęconym jemu muzeum” ... portrety / autoportrety / KRZYK/ MADONNA – wszystko przez pancerne szyby i z za pleców Hiszpańskiej wycieczki. Ostatnia zmiana, zacięta walka pomiędzy Van Goghiem / Cezannem / Matissem / Gauguinem / Modiglianim. Wygrał – czas. 


Kolejny przykład na brak możliwości zjedzenia spaghetti nie upaprawszy wszystkiego wokół – jaki sens w rozkładaniu białego obrusa we włoskiej restauracji ? (najciekawszą odpowiedź zostanie nagrodzona).



Fosness. Nie musiałem powstrzymywać się przed strzelaniem fot. Poprowadził nas nadnaturalnych rozmiarów ptak. Przez las, wąską ścieżką na małą polanę pośród drzew. Ogień i trzech wirujących mężczyzn pośród przygrywających im na szamańskich bębnach kobiet. Każdy tak mocno w środku - przez dwadzieścia minut staliśmy jak wmurowani - zapomniane stare pieśni, taniec prawie zwierzęcy a jednak oddający pojedyncze charaktery każdego z nich, opowieść którą zdawało się zrozumiał każdy pomimo nieznajomości języka. Koniec. Nikt nie klaszcze. Nikt nic nie mówi. A Oni zamrożeni w ostatnim ruchu – tak bardzo w środku... Po chwili pierwsze nieśmiałe oklaski ... w końcu owacje, gratulacje, emocje. 
Tak przywita nas STELLA POLARIS...  
Ktoś nagrywał, jak go odnajdę, to wkleję.
Lasy wokoło usiane są instalacjami i rzeźbami jakby wtopionymi w zastaną przestrzeń. Trzeba się na nie natknąć aby znaleźć, same się nie pokazują. 
Trudno mi pisać bo nadal mam ochotę rozmawiać i chłonąć to miejsce. Ale piszę... inaczej słowa umkną.

Dzisiaj bez Post Scriptum, bez zdjęć, bez posta (napisałem dziś wklejam jutro)

1 komentarz:

  1. wlasnie..jaki sens krepownia siebie bialymi(!!??)obrusami przy czynnosci ktora oprocz nasycenia glodu powinna byc czysta radoscia?JA STAWIAM NA RADOSC,a nawet zabawy z pozywieniem..sama mam ten problem a wszystkie proby ucywilizowania mnie w tym temacie koncza sie tak samo..niech zyje(ozywa!!)spaghetti na uszach a takze w innych niespodziewanych miejscach.Chociaz...kto mlaszcze dostanie w paszcze a kto siorbie dostanie po torbie-czy wyrazilam sie jasno?

    OdpowiedzUsuń